Monthly Archives: Maj 2016

Kierownik stołu, najlepszy tancerz

Kreatywność par młodych zawsze się opłaca. Goście na weselu są pozytywnie zaskoczeni pomysłami, które ubarwią wesele, i powodują, że wszyscy będą się bawić wyśmienicie.

sponsor imprezy

Do napisania artykułu skłoniła mnie pomysłowość jednej z par, u której prowadziłem wesele – Magdaleny i Roberta. Otóż wymyślili oni, że już na początku przyjęcia, podczas obiadu rozdadzą gadżety, które określały role wybranych osób. Pięć pań (ciocie, przyjaciółki, kuzynki) otrzymało szarfy z napisem „kierownik stołu” oraz gwizdki. Miały pilnować, by niczego nie zabrakło i rozbawiać gości, których otrzymały „pod opiekę”. Jeszcze przed rozpoczęciem części tanecznej kilku panów zostało obdarowanych przez parę młodą kapeluszami, i zostali przedstawieni gościom jako najlepsi tancerze. Z jednej strony może się to wydawać śmiałym posunięciem – obarczenie kogoś taką odpowiedzialnością, mimo że zabawa jeszcze się nie rozpoczęła. Z drugiej – to bardzo obliguje panów, by dobrze i sumiennie wypełnili swoje zadanie – zatańczyć przynajmniej jeden raz z każdą przedstawicielką płci pięknej.

Pomysłów na tego typu docenienie gości, przy jednoczesnym zachęceniu do rozbawiania może być wiele. W sklepach typu „party” są do kupienia kamizelki z napisem „kierownik imprezy”. Można obdarować taką kamizelką np. świadków, rodziców (podczas podziękowań), chrzestnych lub kogoś innego ze zdolnościami przywódczymi, organizacyjnymi, albo po prostu kogoś bardzo rozrywkowego. Takie szarfy, kamizelki, naszyjniki hawajskie lub inne drobne rzeczy, mogą być również formą docenienia w konkursach czy przy okazji różnego rodzaju zabaw. Służą potem do zabawy przez całą noc.

Zachęcam pary młode do uruchomienia swojej wyobraźni i obdarowywania gości, symbolicznymi, acz ważnymi gadżetami. One same w sobie nie są najważniejsze. O wiele istotniejsze są zadania, które powierzamy naszej rodzinie, przyjaciołom czy znajomym. Na tak ważnym wydarzeniu, jakim jest przyjęcie weselne, na pewno każdy z „wyznaczonych” przejmie się swoją rolą i postara się ją wypełnić jak najlepiej. A wtedy udana na zabawa na weselu gwarantowana!

Reklamy

Pięć lat minęło, jak jeden dzień

To bardzo budujące i radosne – robić to, co się lubi, i utrzymywać się z tego…

Już od dziecka ciągnęło mnie do wszystkiego, co związane z imprezami. Jako kilkuletni berbeć, będąc na weselach, najwięcej czasu spędzałem w miejscu, gdzie zespoły miały rozstawiony sprzęt. Zawsze jakąś niesamowitą magię w sobie miały dla mnie instrumenty muzyczne. Mikrofony, gitary, głośniki, światła – lubiłem godzinami się w to wpatrywać. I choć na początku kariery zawodowej, nie zajmowałem się niczym, do czego potrzebny byłby mikrofon, to jednak po czasie to wróciło, gdy założyłem firmę artystyczną. W swojej karierze szkolno-zawodowej, jako człowiek ciekawy świata, imałem się różnych zajęć. Skończyłem szkołę gastronomiczną, i pracowałem jako kucharz. Po studiach polonistycznych ze specjalizacją redaktorsko-medialną na pół roku wylądowałem w biurze prywatnej firmy, po czym przez prawie 6 lat pracowałem jako dziennikarz prasy lokalnej.

maszyna - ciężko pracuje wodzirej

Praca dziennikarska była ciekawym doświadczeniem, jednak poczułem w pewnym momencie, że chcę spróbować czegoś innego. Długo nosiłem się z założeniem działalności na własny rachunek, jednak analizując wszystkie za i przeciw, postanowiłem, że zaryzykuję. W międzyczasie, w szkole średniej i w okresie studiów, dużo wolnego czasu spędzałem z gitarą w ręku. Ogniska ze znajomymi, prywatki domowe – tam zawsze z chęcią bywałem. Ciągle we mnie tkwiła żyłka do rozbawiania towarzystwa. Od czasu, gdy skończyłem 10 lat zacząłem kolekcjonować kasety z muzyką. Jako nastolatek potrafiłem wieczorami i nocami wsłuchiwać się w radiowe listy przebojów. W szkole podstawowej i średniej ze znajomymi z podobnymi zainteresowaniami, prowadziliśmy dyskoteki szkolne. Pracując w poprzednich mediach sam organizowałem drobne imprezy i udzielałem się jako konferansjer – po prostu mnie to kręciło.

światła

Zakładając firmę, spodziewając się, jakie trudy będą się z nią wiązać, pomyślałem, że warto robić to, co się kocha. Dzięki temu, po 5 latach mogę stwierdzić, że trudności, z jakimi się borykam, dotyczą wielu jednoosobowych przedsiębiorstw, niezależnych od branży. Nieporównywalnie mniejszą skale mają „kłopoty” związane bezpośrednio z zawodem. Tutaj jest o wiele więcej przyjemności – ciągły kontakt z innymi, dużo muzyki, znajomych, zabawy, radości, pozytywnej energii. To bardzo budujące i radosne – robić to, co się lubi, i utrzymywać się z tego. I tego życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga.